fbpx
bez kategorii,  Nasz ogród,  Ogród,  rośliny

Wrzosowiska – update i wszystko co wiedzieć powinnaś :)


Mija prawie rok od eksperymentalnego posadzenia przeze mnie wrzosów, w sumie poletko nie jakieś gigantyczne, ale roboty było sporo 😛
Dokładny opis wymagań wrzosowatych i cały super skomplikowany proces sadzenia znajdziecie w moim zeszłorocznym poście – tutaj  :))


 Kupiłam 28 sztuk (a na wiosnę dokupiłam jeszcze 8), kilka z nich kupiłam osobno – a to w jakimś sklepie ogrodniczym a to w hipermarkecie, każda z nich kosztowała ok 10zł, dwa większe okazy kosztowały 20zł, później postanowiłam podejść do sprawy bardziej konkretnie. Usiadłam do machiny (czyt.komputer;) i wypisałam sobie odmiany, które chciałabym mieć u siebie.
Polecam spojrzeć tutaj – bardzo przydatny spis odmian z terminami kwitnienia, zdjęciami, rozmiarami.
Rozrysowałam sobie gdzie jakie odmiany posadzę i ile sztuk musiałabym mieć. Brałam pod uwagę kolory podczas kwitnienia (żeby nie wyszła jakaś pstrokacizna :P) i przede wszystkim wysokość docelowa czyli wysokie duże wrzosy z tyłu, niższe odmiany z przodu.
Później zaczęłam wyszukiwać te konkretne upatrzone wrzosy na allegro. Najlepszą decyzją było kupienie zestawu 13 sztuk (odmiany mogłam sobie wybrać z pozostałych aukcji sprzedawcy) za 50zł (z przesyłką:) Roślinki i ich wielkość możecie ocenić na poniższych zdjęciach. Ja byłam baaardzo zadowolona. Każda odmiana była wyraźnie podpisana, całość porządnie zapakowana, kupowałam u sprzedawcy o nazwie Atria.

 Poza tym kupiłam też trzy worki ściółki dla wrzosowatych, dwa worki ziemi kwiatowej uniwersalnej i
dwa worki kory. Całościowo wydałam ok. 300zł, ale można by pewnie wydać mniej – w zależności od wielkości waszego wrzosowiska 😉

Tak wyglądało moje wrzosowisko w zeszłym roku we wrześniu/październiku.W prawym dolnym rogu widać nieszczęsny wrzos, który dość szybko mi usechł :/ Nie wiem w sumie czemu, wody miał tyle co inne. Na wiosnę wymieniłam go na nową małą sadzonkę 🙂

Poniżej zdjęcie wrzosów niezimujących, o tym dość istotnym fakcie dowiedziałam się niestety za późno 😛 Te były kupione spontanicznie w leroy merlin zanim jeszcze miałam swoją listę odmian. Zostały sobie do zimy, a na wiosnę zamieniłam je na inne. Ten gatunek jest dosyć charakterystyczny, kwiaty są takie jakieś suche, wyglądają jak napompowane poduszeczki 😛 To takie jednorazówki, nic nie da trzymanie ich w domu przez zimę, próbowałam z jedną sztuką – również padnięta.

Dbanie o takie wrzosowisko, jeśli dobrze przygotowało się podłoże, nie jest trudne 🙂 Po prostu podlewamy podczas suszy, ja moje podlewałam co dwa/trzy dni – wrzosy mają płytki system korzeniowy, więc i tak nie pobiorą wody z głębszych warstw, więc podlewamy często, ale niewielkie ilości, żeby nie zalać roślin.
Na zimę natomiast (po przymrozkach, kiedy temperatura już utrzymywała się gdzieś w okolicach i poniżej zera) okryłam całe wrzosowisko białą (nie czarną!) agrowłókniną i gałęziami iglaków. Przykryte dodatkowo śniegiem wrzosiki przeżyły zimę bez zająknięcia 😛 Na wiosnę kiedy temperatura była już w okolicach zera (a słońce porządnie świeciło), zdjęłam agrowłókninę, ale zostawiłam gałęzie, noce były jeszcze dość zimne, nie chciałam wpadki na samym finiszu 😛

Tak wyglądały po zdjęciu okrycia:

Wiosną udało mi się też nie zapomnieć o dwóch ważnych rzeczach:
– kiedy wrzosy ruszyły już z kopyta i nad zaschniętymi zeszłorocznymi kwiatkami wyrosły zielone gałązki, wrzosy trzeba było przyciąć właśnie zaraz pod tymi suchymi kwiatami (czyli razem z nową zieloną częścią nad kwiatami). Tylko koniecznie trzeba poczekać aż rośliny wypuszczą nowe zielone listki, dopiero wtedy można ciąć 🙂
– po przycięciu każdemu wrzosikowi sypnęłam garść nawozu naturalnego (takie białe kuleczki, które rozpuszczają się stopniowo, dzięki czemu nie ma ryzyka przenaworzenia roślin), można poszukać specjalny nawóz dla wrzosów, ale bez problemu można użyć po prostu nawozu do iglaków – taki, który zakwasi glebę 🙂
No to teraz kilka zdjęć „przed” i „po” 😛

Żółte wrzosy rok temu:

I teraz (te jasne:)

Śliczna różowa odmiana w zeszłym roku:

teraz (te trzy najbliżej), dopiero zaczną kwitnąć:)
Wiśniowy wrzos, taki tyci:
Teraz trzy razy większy (prawy dolny róg, trzy sztuki tej samej odmiany;)
 _
 
Rok temu ledwie odstawały od ziemi:

Teraz jest gęsto 😛

I jeszcze raz dla porównania całość, widok z lotu ptaka 😛
Na wiosnę (na dwóch pomarańczowych wrzosach po lewej stronie widać zielone gałązki na czubkach, właśnie wtedy można było ciąć)
  _
I teraz:

Urosły niesamowicie i jestem z nich naprawdę dumna 😀 Jesienią wyglądały przepięknie i mam nadzieję, że teraz kiedy są tak duże, będą jeszcze bardziej zachwycać :)) W ogóle tak się to wszystko rozrosło, że teraz te moje wrzosowisko wygląda jakoś na mniejsze 😛 już się zastanawiam nad powiększeniem, a tak się akurat składa, że mam kilka sztuk rosnących w dużej donicy 😀 
Jedyny mój błąd to odstępy między roślinami – wydawało mi się, że wystarczająca (powinno być ok 15-20cm, z miarą nie latałam i to był mój błąd:P), teraz zastanawiam się czy jednak nie będzie im zbyt ciasno jeśli jeszcze urosną.
 Jeszcze kilka zdjęć poglądowych:

 

I na koniec niektóre z gatunków jakie u mnie rosną:)
(zdjęcia poglądowe z internetu)

Boskoop

Long White

Alba Plena 
Carmen
Anne Marie
Dark Beauty
Bonita
Yellow Beauty

Schurig’s Sensation

Mam nadzieję, że ten post okaże się przydatny 🙂 Pochwalcie się jeśli zamierzacie się za takie wrzosowisko zabrać 😉

Pozdrawiam serdecznie 🙂

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *