bez kategorii,  DIY i Rękodzieło,  szycie

Poduchy, poduszeczki…i trochę ględzenia

Heeelloooo 😉 i jak tam mija ten pogodowo okropny dzień? 🙂 Wiatr głowę urywa, a przecież pogodynki wszelakie zarzekały się, że od dzisiaj wiosna będzie w pełni. Taaa :I  Tracę już wiarę w te ich wróżby…
Ale nie o moim zrzędzeniu dzisiejszy post będzie 🙂  Tylko o poduszkach dużych i małych.
Od razu uprzedzę, że to nie moje pomysły (chociaż bardzo bym chciała;) korzystałam z instrukcji na stronie Confessions of a Plate Addict, którą gorąco polecam. Genialne pomysły na poduszki, które zerżnęłam bezwstydnie 😛
Pierwsza do wglądu poduszka z królikiem. Super na Wielkanoc. Używając naprasowanek (allegro – 3zł/arkusz A4) wydrukowałam rysunek i napis i przy pomocy żelazka umieściłam na materiale (len, strasznie to dziadostwo drogie :/ w przyszłości po prostu wybiorę się do ikei i kupię białą poszewkę za 10zł, wyjdzie co najmniej 3 razy taniej na każdej poduszce:) 
Przy prasowanie pamiętajcie o: temperatura na max, no i przyciskamy przyciskamy i jeszcze raz przyciskamy żelazko porządnie. A zamiast minuty (wg. instrukcji) co najmniej 5-10. Dopiero wtedy efekt był idealny.

Paseczki po bokach namalowałam niezwymalnym mazakiem po prostu 🙂 Wyklejałam sobie równe paski taśmą, malowałam, po czym odklejałam i przyklejałam w następnym miejscu.

 

Łatwizna prawda? 🙂 Eeeee, no nie. Jako, że moją tradycją jest coś sknocić przy każdej okazji, to też tym razem tradycji tej nie zaniechałam.
No bo chyba coś tu jest nie tak na poniższym zdjęciu 😛 znowu moje roztrzepańskie roztrzepaństwo wzięło górę. Taka byłam dokładna i ostrożna w układaniu obu naprasowanek… żeby tylko równo było! No i tak się skupiłam, że nie zauważyłam, w którą stronę tekst jest obrócony 😛

 Mimo, że napis po francusku, to jednak dałoby się błąd zauważyć 😛

Ale nic to! Odcięłam królika i wykombinowałam z niego małą poduszeczkę. Muszę tylko paseczek dookoła pomalować bo jakiś taki łysy ten królik 🙂
Po traumie z powyższym futrzakiem, przy poniższej poduszce byłam już super hiper ostrożna 🙂
Kanarek siedzący na klatce obszyty dwoma wstążkami jest bardzo wiosenny 🙂 Te kolory są po prostu cudowne 😀 Moja krawcowa miała trochę roboty z obszywaniem przy tej (bo szyć jeszcze nie potrafię, ale planuję się nauczyć 😀 no chyba, że policzyć moją karierę projektantki i producentki super modnych ciuchów dla barbie w dzieciństwie:P)

I przy okazji kolejna ciekawostka (którą pewnie i tak wszyscy bardzo dobrze znają) – nigdy nie dotykać wstążek żelazkiem. Ja zupełnie niechcący dotknęłam przy prasowaniu i kawałek żółtej się z lekka sfajczył:I cała ja 😛  Pół biedy, że w mało widocznym miejscu 😉

 

 

Ostatnia poduszka bardziej nowoczesna. Grafitowy materiał z przyszytą maszyną do szycia naprasowaną na lnie.

Jeszcze coś co mi nie wyszło zbytnio :/ Miały być ozdobne lniane ściereczki, ale jakoś tak dziwnie wyglądają. Oczywiście muszę je wyprasować 😉 ale chyba oddam do krawcowej, szew kontrastową nitką centymetr od brzegu dookoła ścierki wyglądałby chyba lepiej niż taki schowany. Jak myślicie? 

Tutaj zdjęcia pierwowzorów, z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że (oprócz sfajczonej poduszki i tekstu do góry nogami;) całkiem dobrze mi poszło 😀

A jak już się pojawiłam, to chciałabym jeszcze polecić Wam pewien program.
Dla tych, którzy mają DOMO+ (np. na cyfrze plus) i lubią ogrodnictwo – Gardeners’ World to „ziemia obiecana” wśród programów 😉 Polskiego takiego nigdy nie było i pewnie nie będzie. Genialne porady i taka magiczna/kojąca wręcz atmosfera. Codziennie o 20.30 (chociaż dla chcącego nic trudnego, w internecie też się na pewno znajdzie;)
I tak co wieczór siadam z notesikiem i zapisuję co by tu jeszcze zasadzić 🙂 No genialny program!
A jak już jesteśmy przy polecaniu (i niepolecaniu) to muszę się wypowiedzieć na temat naszych rodzimych magazynów wnętrzarskich. Powiem tylko „bida panie!”. Historia następująca: zawsze czytam posty na green canoe, ostatnio zostałam tam zachęcona do kupienia MjakMieszkanie. No to idę do kiosku i całe szczęście, że najpierw przejrzałam, bo oprócz ślicznej okładki (na której pokazano piękne wnętrza z green canoe) i jednego artykułu na jej temat, nie było absolutnie nic ciekawego, mimo, że okładka obiecuje wielkanocne inspiracje i inne cuda niewidy :I no to pomyślałam sobie, że jak już się na gazetkę wnętrzarską nastawiłam, to wezmę coś grubszego/ciekawszego. 
Chwyciłam Cztery Kąty i nie mając już za dużo czasu poszłam do kasy. Jakże się zirytowałam kiedy później dokładnie ją przejrzałam (i nie czuję, że rymuję:P). Szkoda, że takie to wszystko ubogie, nieciekawe i szarobure. Prawdopodobnie moja opinia wzięła się z faktu, że ostatnio regularnie czytam angielskie Country Living, House and Garden i Period Living, które to zachwycają po prostu zdjęciami, aranżacjami i ogólnym wykonaniem. Nie wspominając już o stosunku jakość/”grubość”/cena 😉 A może to ja nie mam szczęścia? Może znacie jakieś porządne czasopisma, które regularnie kupujecie? Bardzo chętnie zmienię zdanie 🙂

Pozdrawiam serdecznie i byle do wiosny 😉

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Speckled Fawn DIY, blog o dekorowaniu wnętrz, ogrodach i rękodziele. Pomysły na DIY, zrób to sam, filcowanie.
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.