-
Pałac w Obrzycku
Jeśli ktoś w miaaaarę regularnie chadza na mojego bloga, to zdążył już raczej zauważyć, że lubię zwiedzać wszelkie pałace, zamki, dworki i wszystkie budynki ”z duszą” i historią :)) Pojawiały się już relacji m.in. z Książa, Kobylnik, Baborówka i Kaźmierzewa (byłaby też z Biedruska gdyby ktoś nie marudził, że nie ma statywu i brzydkie zdjęcia wyjdą… nie, to nie byłam ja ;)). Niedługo pokażę Wam też dworek wyjątkowy, bo prawie mój, niestety prawie robi tu wielką różnicę 😉 Dzisiaj natomiast Pałac Raczyńskich w Obrzycku. Obecnie należy on do UAM i wstęp wolny jest tylko do parku, ale, że luby mój podobno ”ma coś w głosie”(jak sam twierdzi), to pewna…
-
Gdańsk i Sopot w dwa dni :)
Tak oto znowu szczęśliwy traf sprawił, że w zasadzie za darmoszkę udało nam się przejechać na dwa dni do Trójmiasta 🙂 ha haaa! ;D W Sopocie byłam rok temu przy okazji wizyty w Malborku i stwierdziłam, że jest raczej przereklamowany – oprócz miejscami ładnej architektury i budynków naprawdę 'na bogato’, nie różnił się właściwie niczym od innych nadmorskich miast. Więc tak jak Sopot dużego wrażenia i tym razem na mnie nie zrobił, tak Gdańsk po prostu powalił na łopatki ;D (zdjęcie autorstwa A.W.) Właściwie to spodziewałam się jakiejś jednej uliczki czy rynku z kilkoma ładnymi kamieniczkami, a tu trach! Jak już weszliśmy w rejony Starego Miasta moim zachwytom nie…
-
Co to był za weekend!
W miniony weekend odbył się doroczny festiwal jeździecki w Baborówku (szczegóły tutaj). Mimo, że to 40km od nas, jakoś nigdy o tych zawodach nie słyszałam. Na szczęście mój przegenialny A. gdzieś tam o tym usłyszał i zaproponował wyjazd 🙂 W ten oto sposób w sobotę siedziałam na trybunach, wciągałam lody z truskawkami i oglądałam fantastyczne zawody w crossie 😀 A, że konie to takie wdzięczne obiekty do fotografowania, to oczywiście wzięliśmy ze sobą aparat 🙂 (piękne zdjęcie powyżej autorstwa mojego A., pozostałe domyślnie moje, chyba, że podpisane inaczej;)) Na miejscu byliśmy przed 16, w sam raz, żeby obejrzeć trzy-gwiazdkowe (najtrudniejsze) zawody w crossie – dla niewtajemniczonych,…
-
Moje akwarele – podejście pierwsze
W swojej ”karierze” malarsko-rzeźbiarsko-grzebaninowej miałam okazję używać wielu, bardzo wieeeelu różnych technik i przyborów, przeszłam m.in. przez farby olejne, akrylowe (plakatówki też kiedyś :P), do szkła i do tkanin; bawiłam się gliną, modeliną i gipsem, sprawdzałam też co mi wyjdzie w decoupage i filcowaniu, a nawet szyciu… No dużo tego było, dużo 😉 I jakimś cudem nigdy nie napatoczyłam się na akwarele 😛 Tzn. miałam farby, które kiedyś dostałam, miałam nawet książkę na ten temat… ale nigdy nie zebrałam się w sobie, żeby spróbować. No. To się właśnie zebrałam 😉 Do farb dokupiłam sobie nowe pędzle (bo generalnie u mnie pędzle to rzecz jednorazowa – zawsze,…
-
Stara holenderka i trochę szpargałów
Holenderka w sensie rower, nie jakaś holenderska babcinka 😉 Trochę nas ”pogło” i w drodze do domu spontanicznie zatrzymaliśmy się pooglądać stare rowery, które zobaczyliśmy na podwórzu przy ulicy. A później jeszcze spontaniczniej jednego z nich kupiliśmy 😛 Starszy pan, który się nimi zajmuje najwyraźniej bardzo zna się na rzeczy i jest prawdziwym specem w tej kwestii. Szczególnie właśnie upodobał sobie prawdziwe, stare, holenderskie rowery i takich miał najwięcej. Oglądaliśmy kilka bo w sumie jakieś dwa chcieliśmy sobie kiedyś tam kupić (chociaż nie myślałam, że aż takie;P). Mój A. zapałał gorącym uczuciem do tego oto egzemplarza powyżej i tak jakoś wyszło 😉 Rower pewnie kilkunastoletni, ale w świetnym…