DIY i Rękodzieło,  Wiosna i Wielkanoc

Zwyczaje zaiste mamy ciekawe…. czyli co się dzisiaj działo! :)

 

 

Koooooominiaaaarzeee!!!
Takie wrzaski kolegów i koleżanek pamiętam z czasów dzieciństwa z pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych 🙂 Mieszkańcy Wielkopolski pewnie wiedzą o co chodzi, chociaż w innych częściach kraju na pewno też istnieją odpowiedniki. Jeśli jesteście ciekawi co to takiego, to czytajcie dalej 🙂 Napiszę dzisiaj o jednym z najfajniejszych zwyczajów w jakich miałam okazję brać udział 🙂

W każdą Wielkanoc w niedzielę około pierwszej, na wieś, w której mieszkam od zawsze, wychodzą tzw. Kominiarze 😀 a już dobre pół godziny wcześniej wszystkie okoliczne dzieciaki zbierają się „w centrum”, że tak powiem ;)) i czekają na ich przyjście. Po co? No generalnie to była taka gigantyczna zabawa w berka 😉 Tak jak widzicie na zdjęciach – Kominiarze to śmiesznie poprzebierani ludzie w kominiarkach lub z wysmarowanymi sadzą twarzami i rękami (w tym szaleństwie jest metoda – wyróżniamy kilka rodzajów kominiarzy, ale to za chwilę;). Taki pochód szedł przez całą wieś dzieląc się na mniejsze grupki – jedni chodzili od domu do domu składając gospodarzom życzenia pomyślności w zamian za kurze jajko (obecnie pieniądze, jakieś drobne sumy), oczywiście trzeba było uścisnąć brudną dłoń kominiarza co miało przynieść szczęście;)) Inni w tym czasie grali na instrumentach (na akordeonie i takim ogromnym bębnie) i śpiewali.

 Pozostali w tym czasie biegali goniąc te wszystkie dzieciaki i wysmarowując sadzą od góry do dołu 😀 Nie wyobrażacie sobie jaka to była radocha ;)) Nawet jeśli dokładnie wiedziało się kto to pod tą sadzą był, to i tak widok tak przebranego człowieka, który biegnie w twoją stronę był straszny 😉 Ale wiecie, taki ekscytująco straszny. Kominiarze oczywiście musieli wykazać się niezłą kondycją – przeskakiwali przez płoty, włazili przez otwarte okna 😀 no ubaw po pachy 😉 Jaka to była ekscytacja i piski kiedy słyszało się, że się zbliżają i szybko się sprawdzało czy wszystko zamknięte, to były czasy… ;P  Jeśli akurat ktoś „z zewnątrz” (czyt. z innej miejscowości) napatoczył się na to wszystko samochodem, to trzeba było się zatrzymać i uścisnąć dłoń kominiarza, w przeciwnym razie nie przepuściliby delikwenta 🙂 A jeśli w jakimś domu akurat nikogo nie było, to kominiarze zostawiali odciski dłoni na płotach, drzwiach…
Właściwie to nawet teraz kiedy słyszę dzwonek do drzwi to wiecie, poker face, ale w środku i tak „iiiiikkkk, przyszli!” ;P Mimo, że obecnie oni wszyscy są młodsi ode mnie 😉
 No to skoro już mniej więcej wiecie o co chodzi, to napiszę jeszcze krótko o kilku rodzajach Kominiarzy 🙂
 W wysmarowanej sadzą grupie wyróżniał się Siwek – ubrany na biało, białe spodnie, marynarka i kapelusz. Kiedyś siwek jeździł na siwym lub białym koniu, pamiętam, że jego wszyscy bali się najbardziej, bo uzbrojony był w bat, którego nie omieszkał użyć 😛

Gapa wyglądał trochę jak bocian 😉 Człowiek przebrany za Gapę trzymał wysoko nad głową płaski, drewniany dziób, którym klekotał, a cały okryty był dużym kawałkiem materiału.

 

Zawsze pojawiał się też „niedźwiedź”, czyli taki chodzący snopek siana;P pamiętam, że kiedyś któryś zajął się troszkę ogniem, bo koniecznie musiał sobie papierosa w trakcie zapalić ;))
Poza tymi, byli też dziad i baba, chyba wszyscy wiemy o co chodzi 🙂

 

 Niestety, jak wszystkie tradycje, ta też powoli zanika. Z kilkudziesięciu ludzi, zrobiło się kilkunastu, brakuje też tych kominiarzy, których stroje wymagały więcej wysiłku. Mimo to, nie było jeszcze roku, w którym by się nie pojawili 🙂
Poniższe zdjęcie (bardzo pilnie strzeżone) zrobiono w 1981r. Po lewej na dole jest mój tata 🙂 obok niego natomiast ojciec mojej „psiapsiółki” z dzieciństwa;))

Te zdjęcie zrobiliśmy kiedy miałam może 8 lat, z okna domu mojej babci 🙂 Tutaj też rozpoznaję kilku moich krewnych ;)) Tak to już na wsi jest 😛

W internecie wynalazłam informację, że to „w Wielkopolsce południowo-zachodniej, głównie w okolicach
Wolsztyna, Chorzemina, Nowego Tomyśla, Lwówka, Babimostu i Zbąszynia, popularne
były pochody z „siwkiem”. Był to przebieraniec uosabiający siwego konia.
Przypominał on krakowskiego lajkonika. W orszaku obecni są również: dziad,
baba, kominiarz niedźwiedź i muzykant, grający na akordeonie. Obchodzą oni
wszystkie zagrody, dziad z babą tańczą, a kominiarz smaruje domownikom buty
sadzą, lub pastą do butów, prosząc o datki. Zwyczajowo otrzymywali jajka,
obecnie zaś niewielkie sumy pieniędzy. Oprócz wyżej wymienionych, w
Wielkopolsce w lany poniedziałek chodzą też orszaki tzw. „ziandarmów”,
„muradynów” i „dynguśników”, zwanych też „dyngusiarzami” lub „dynguśnikami”.” (źródło) Jak widać większość się zgadza z tym co się dzieje u nas, pomijając dzień, wygląd siwka i te smarowanie butów 😛 Wiecie co, mam ogromną nadzieję, że ten i inne tego typu zwyczaje nie zanikną (a może nawet odżyją z nostalgii do przeszłości?), to przecież ogromna część naszej polskiej kultury i tego fajnego folkloru 🙂
A Wy? Też możecie pochwalić się takimi zwyczajami? :))

Pozdrawiam serdecznie (i mokrego dyngusa!) 😀

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *