DIY i Rękodzieło,  inne DIY,  Lifestyle,  Wiosna i Wielkanoc,  wnętrza

Biblioteczka raz jeszcze

 

Pierwszy raz o biblioteczce pomyślałam prawie dwa lata temu 😉 (pierwszy post) rok trwało zanim wzięłam się za to bardziej na poważnie, później dłuuuugo czekałam jeszcze na wykonanie jej przez fachowca. Jak już się wreszcie doczekałam to zaczęła się zabawa z zapełnianiem półek (ustawianie jej i wstępna aranżacja – tutaj), żeby książek nie było ani za mało ani za dużo, żeby coś się tam ciekawego ”działo” 😛 (tak, tak, lekko przesadzam w tych kwestiach;).
Kiedy już skończyłam cudować z ustawieniem, zostały dwie kwestie – listwa na górze i obrazy nad monitorem 🙂
Dla przypomnienia moja super hiper wizualizacja stworzona kiedy na cały pomysł wpadłam 😉
Listwę załatwiłam w bardzo łatwy sposób – kupiłam taką samą jaką mam w tym pokoju i pomalowałam ciemnobrązową farbą akrylową, kiedy lekko podeschła zaczęłam jaśniejszymi odcieniami brązu malować palcami i suchym pędzlem przecierki na wszystkich ”wystających” krawędziach i trochę na całości, natomiast we wszystkich zagłębieniach dodałam czarnej farby.
No i wyszło coś takiego:

 

 

Jakimś cudem idealnie pasuje do reszty 😛

 

No. Jak już miałam z głowy tę listwę zabrałam się za obmyślanie obrazków nad monitorem. W tym celu wykonałam szereg niezwykle zaawansowanych pomiarów i obliczeń 😛 Wykonałam również rysunek techniczny charakteryzujący się (zgodzicie się zapewne) wielką precyzją i szczegółowością:
Nom, tak, tak, to by było na tyle jeśli chodzi o moje zdolności w rysunku technicznym 😛
Ale! Plan się przydał i wybrałam się po ramki do Leroy Merlin z tymi moimi hieroglifami. I tutaj uwaga – za pierwszym razem kupiłam ramki w zupełnie złym rozmiarze – patrzyłam na wymiary podane na ramkach, gdzie to niby podawali wymiary zewnętrzne i wewnętrzne ramki – po zmierzeniu okazało się, że nijak mają się one do wymiarów faktycznych, a że było to jakiś tydzień po zakupach to niestety paragonu już nie miałam i ramki do tej pory leżą sobie w oczekiwaniu na odpowiednie miejsce dla nich. Także wiecie, lepiej zmierzyć 😉
Ździebko zirytowana całą sytuacją poszłam do LM jeszcze raz i tym razem zaopatrzona w miarę sprawdzałam każdą ramkę. W końcu wybrałam te trzy i wydrukowałam do nich wybrane wcześniej dwa rysunki i zdjęcie (zrobione przez mojego A. ;))

 

 

 

Kropką nad ‚i’ został bluszcz w ciemnozielonej donicy 🙂 jakoś tak od razu ładniej.
Ale żeby nie było tak wesoło to muszę donieść, że pan bluszcz już ma mnie najwyraźniej dosyć (coś szybko…) i odmawia wszelkiej współpracy – może ktoś wie dlaczego lecą mu liście? :/

 

I jeszcze jedno! 😉 Przy okazji pisania o wyjeździe na targ staroci (tutaj) nie pokazałam drobiazgu, który sobie sprawiłam za jakieś tam grosze (do tego jeszcze super doniczki, które niedługo też na pewno wykorzystam:) Śliczny obrazek jak ze starego zielnika, zawsze marzyła mi się cała kolekcja takich, może uda się znaleźć ich więcej 🙂

 

 

A właśnie! Kto oglądał dzisiaj zaćmienie?:) próbowałam oczywiście zrobić zdjęcie (w bezpieczny sposób;P), ale no… jakoś nie bardzo wyszło – na pierwszym widać małe wcięcie, na drugim stopień zaćmienia widać po refleksach, które pojawiły się na zdjęciu:)

 

 

Tyle na dzisiaj 😉

Pozdrawiam wiosennie i do następnego:)

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *