fbpx
Lifestyle,  zwiedzamy

Szlak zamków i pałaców, a do tego dzień w Pradze

Dzień dobry! 🙂 Jeśli ktoś zagląda na mojego fejsbuczka to wie, że ten post miał pojawić się wczoraj, ale ze względu na złośliwość bloggera nie udało się – człowiek dwie godziny pisze posta i kombinuje ze zdjęciami aż tu się nagle okazuje, że nic się nie zapisało i wyparowało gdzieś w internetach :/ Tak więc dzisiaj skoro świt (znaczy koło 11;)) włączyłam sprzęt i zaczęłam jeszcze raz 🙂 No! Niniejszym zapraszam na małą wycieczkę po szlaku zamków i pałaców, okolicach Karpacza i… Pradze! 🙂 Tylko przygotujcie sobie jakiś prowiant bo zdjęć dużo ;))
Pierwszego dnia, kiedy już wygrzebaliśmy się do auta jakoś o 8 rano, postanowiliśmy odbić z trasy i podjechać do Zamku w Kliczkowie. Piękny jest bardzo, ale niestety tutaj małe rozczarowanie – żeby wejść ”na salony” trzeba być gościem hotelowym :/ Pokręciliśmy się więc trochę po okolicy, obejrzeliśmy z zewnątrz i tyle, szkoda! Planujemy spędzić tam kiedyś weekend już jako goście, żeby sobie wszystko jak najdokładniej obejrzeć ;D

 

 

 

 

 

Bardzo spodobał mi się dziedziniec z ogromnym drzewem, cicho bulgoczącą fontanną i ławeczkami. Było tak błogo i spokojnie, że mogłabym się stamtąd nie ruszać 😀

 

Następnym punktem na naszej drodze był Zamek Czocha 🙂

 

 O ile dobrze pamiętam, za wstęp zapłaciliśmy jakieś 60zł za dwie osoby razem z salą tortur.

 

 

 

 

 

Zamek pamiętam jeszcze z czasów podstawówkowej wycieczki 🙂 Wtedy duże wrażenie zrobiły na mnie straszne opowieści o niemowlęciu zamurowanym w kominku i tajne przejścia rozsiane po całym zamku (pamiętam jak jedno z nich nagle się otworzyło w połowie opowieści o kominku:P to dopiero były emocje;)

 

 

W trakcie zwiedzania mamy możliwość kilka razy użyć takich tajnych przejść i wyjść np. w bibliotece za jedną z półek z książkami 🙂 Fajnie by było mieć coś takiego w domu 😛

 

 

Na koniec wycieczki można jeszcze wdrapać się na wieżę, ja nie skorzystałam bo podejście strome (właściwie to drabina), a sukienka się do takich rzeczy raczej nie nadaje 😛 Ale mój A wszedł i zrobił kilka zdjęć 🙂

 

 

 

 

 Na koniec wizyty w Zamku zobaczcie jeszcze jak wygląda multimedialna sala tortur. Podczas samodzielnego oglądania na ekranach pojawiają się historie i opowieści na temat tych wszystkich urządzeń.

 

 

 

 

 Z Czocha jechaliśmy już prosto do Karpacza 🙂 A, że mieszkaliśmy w hotelu Tarasy Wang (o matko, ten podjazd był straszny!), to wieczorem przeszliśmy na drugą stronę ulicy, żeby obejrzeć Świątynię Wang, czyli punkt obowiązkowy do odwiedzenia w Karpaczu 🙂

 

Jeśli ktoś nigdy tam nie był, na pewno duże wrażenie zrobią słupy z masztów łodzi Wikingów 😛 (na mnie robi za każdym razem, szczególnie jak sobie przypomnę film ”13 wojownik”;D)

 

 

 

 

 

Drugi dzień naszego pobytu chcieliśmy poświęcić na zdobycie Śnieżki 🙂 Niestety pogoda miała inne plany… Kiedy rano wychodziliśmy dziarsko na szlak było mglisto i pochmurno, ale ciepło i mieliśmy nadzieję, że padać nie będzie. Ruszyliśmy od Wang w stronę Strzechy Akademickiej. Szło się przyjemnie, ale im wyżej tym mniej widzieliśmy, przed samym schroniskiem mogliśmy już właściwie podziwiać tylko ścieżkę przed nami i drzewa rosnące przy niej – więcej nie było widać 😉 W schronisku zatrzymaliśmy się na małą przekąskę i ciepłą herbatę, a widok z okna mieliśmy taki:

 

Prawda, że dech zapiera?:P Na domiar złego chwilę później zaczęło się robić tłoczno bo rozkręciła się ulewa. Trochę przeczekaliśmy i ubrani w deszczówki ruszyliśmy w dół bo oczywiście sensu nie było pchać się w takich warunkach dalej na Śnieżkę. No i jak można się było domyślić złapał nas deszcz, rzęsisty deszcz. Tego dnia przeszliśmy 10km (dzięki Endomondo!:P) z czego dużą większość właśnie w tej ulewie. Chyba nie muszę opisywać jak wyglądaliśmy po dotarciu do pokoju 😛

 

 

Tego dnia wyszliśmy już tylko wieczorem do centrum Karpacza i na kolację do Oro Cavallo – i tutaj muszę się trochę pozachwycać 😀 Wybraliśmy tę restaurację ze względu na dobre opinie i absolutnie się nie zawiedliśmy. Miejsce przyjemne i przytulne, w sam raz na taką pogodę (a mieliśmy jeszcze stolik przy oknie:D), jedzenie przepyszne, a wiem co mówię, bo włoskie restauracje zaliczam kiedy tylko jakąś widzę 😉 Krem z pomidorów cudowny, lepszego nie jadłam, pizza (na włoskiej mące nawet) świetna, na koniec jeszcze genialne ciastko czekoladowe – jakby muffinka z gorącą czekoladą w środku i lodami. No pysznie! Już się nie mogę doczekać kiedy znowu będę miała okazję tam wrócić 🙂
Na następny dzień (bo oczywiście w Karpaczu miało padać) wykupiliśmy sobie wycieczkę do Pragi 🙂 Jeśli planujecie pobyt w Karpaczu albo Szklarskiej to koniecznie przeznaczcie sobie jeden dzień na taki wypad 🙂 Na prawdę się opłaca. Poniżej tylko kilka zdjęć z tych setek, które tam zrobiłam 😛

 

 

 

 

 

 

 

Od mojej ostatniej wizyty zmieniło się jedno – przed wejściem do Zamku Królewskiego spora kolejka – przeszukanie plecaków i wykrywaczem metalu. Takie czasy 😉 Nam zaraz po przejściu przypomniało się, że mamy w plecaku… nożyczki 😛 Całe szczęście, że nie zapiszczało bo dopiero by było zabawnie ;P

 

 

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Katedra św.Wita, przepiękna i ogromna! Czułam się jak w Notre Dame (tzn. gdyby kiedyś była w Notre Dame to pewnie właśnie tak bym się czuła:P)

 

 

 

 

 

Można tam zobaczyć przepiękne witraże, m.in. autorstwa Alfonsa Muchy.

 

 

 

 

 

A to już Most Karola, po zejściu złapała nas oczywiście ulewa (motyw przewodni całego tygodnia:P) i musieliśmy godzinę przeczekać w… metrze 😉

 

W czasie wolnym, podczas spacerów uliczkami nie mogłam oderwać się od witryn sklepowych 🙂 Przepiękne cudeńka (ceny swoją drogą;)

 

 

 

 

 

A to już rynek i słynny Zegar Orloj 🙂 Przed każdą pełną godziną zbierają się pod nim prawdziwe tłumy.

 

 

 

 

 

 „What a wonderful world” 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec dnia pojechaliśmy metrem na pokaz fontann. Pomijając dobór muzyki (stare przeboje Jennifer Lopez i inne takie:P), podobało mi się, całość trwała jakieś 40min.

 

 

 

Do Karpacza wróciliśmy o 2 w nocy. Następnego dnia ruszaliśmy już do domu, ale oczywiście po drodze wpadliśmy jeszcze w dwa miejsca: Park Miniatur i Zamek Grodziec.
Fajnie było zobaczyć miejsca, które w większości widziało się już w oryginale 🙂

 

 

Zdjęcie poniżej możecie porównać ze zdjęciem, które zrobiłam będąc we Wrocławiu, przypadkowo zrobiłam bardzo podobny kadr 😛

 

 

 

 

Poniżej Książ 🙂

 

 

 

 

 

A tu Zamek Czocha 🙂

 

 

I Chojnik, który znowu musieliśmy pominąć.

 

A to już Zamek Grodziec. Akurat trwał tam jakiś obóz harcerski czy coś takiego, więc nie mogliśmy wejść do kilku pomieszczeń. Całość podsumuje jedno słowo – średniowiecznie! :))

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uff, to już cały nasz wyjazd, mam nadzieję, że zanudzić nie zanudziłam, a może nawet zaciekawiłam tymi miejscami 🙂 Dajcie znać jakie miejsca z okolic Karkonoszy jeszcze polecacie, lubimy odkrywać takie pałacyki, zamki i zameczki ;))

Pozdrawiam!

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *