fbpx
nasz dworek

Dziennik budowy cz.7 – tynki i dach.

Od dwóch tygodni zbierałam się, żeby wreszcie wygospodarować trochę czasu i napisać o postępach, ostatnich miesiącach i… czymś jeszcze 😛 Dzisiaj weszłam na bloga spojrzeć kiedy był ostatni post i lekko się przeraziłam, że to już ponad miesiąc minął! Więc odkładam wszystko na bok i piszę 🙂 Zdjęć mam przygotowanych, aż nadto, ale spokojnie – ograniczyłam się trochę.

Tynki w środku

Po wstawieniu okien i drzwi następnym etapem były tynki wewnątrz. Było już tak ładnie i czysto, wszystko pozamiatane i w ogóle, a tu nam panowie weszli i zrobili taki bajzel tym tynkiem, że wyglądało to jak jakaś scena zbrodni 😛 Spójrzcie tylko na zdjęcia powyżej. Te ostatnie jest już nowsze – zrobione po skończeniu prac. Tynki są już wszędzie gotowe, jest to wszystko dość ogarnięte i kolejnym etapem będzie rozkładanie styropianu na posadzce i wreszcie… ogrzewanie! 😀

Ocieplenie na lukarnach

Może pamiętacie z poprzedniego wpisu, że lukarny (czyli te okna na dachu) były spartaczone dokumentnie przez firmę wydawałoby się sprawdzoną. Musieliśmy na gwałt szukać jakiejś ekipy, która to zerwie i poprawi. Przez budowę przewinęły się aż trzy, które z różnych względów nie zdecydowały się na tę pracę. Ostatecznie murarze podesłali jeszcze jedną firmę. Zgodzili się, biorąc za to dwa razy tyle ile normalnie by nas taka poprawa kosztowała. Ale ponieważ wyjścia nie było (dachówki były już kładzione, ocieplenie wstrzymywało pracę) to musieliśmy się zgodzić.

Na zdjęciach powyżej są jeszcze bez tynku, tylko z ociepleniem. Przy okazji można zauważyć, że murarze ogarnęli nam podstawę do płotu na wylanym w zeszłym roku fundamencie (taki lekko falujący był :P). Poniżej te lukarny na bokach są już gotowe, te z wyjściem na balkon jeszcze nie.

Przy okazji ocieplenia wyszło jeszcze, że natychmiast musimy skombinować parapety! (facepalm) Cały czas myślałam sobie, że ze spokojem znajdę materiał, który odpowiada mi wyglądem i ceną, a tu znowu człowiek został postawiony przed ultimatum. Na znalezienie odpowiedniego kamienia mieliśmy dosłownie półtora dnia. Pierwszego dnia, a właściwie już popołudnia, pojechaliśmy do kamieniarza, który podobno ma duży wybór. Szukaliśmy czegoś najbardziej zbliżonego do bieli. Niestety wszystko było albo bardzo ciemne (ciemno-szare) albo w zupełnie innych kolorach. Podpowiedziano nam jedynie, żeby pojechać do hurtowni w Poznaniu. Tak też zrobiliśmy następnego dnia – zdjęcia poniżej.

Byłam zachwycona tą białą płytą na ostatnim zdjęciu, ale okazał się to być onyks, który kosztuje 4tys za metr (ha ha haaa) i też nie bardzo nadaje się na zewnątrz. Stanęło na jasnym, lekko beżowym granicie. Podobał mi się, bo nie miał tak mocnych, czarnych żyłek – bardziej takie brązowo-złote. Dodatkowo wybraliśmy najjaśniejszą płytę, więc ostateczni wyszło fajnie 🙂

Następnego dnia hurtownia przywiozła płytę do kamieniarza, który zrobił te na szybko te cztery parapety i ufff… Kolejny kryzys minął 😛

Dachówki

Wybór dachówki nie był jakoś bardzo trudny. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy czerwoną karpiówkę, koniecznie matową. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na dachówkę marki Koramik, którą mieliśmy okazję zobaczyć świeżo ułożona na parafii w innej miejscowości. Ja jestem zadowolona co do koloru, mąż ciągle zmienia zdanie – zastanawia się czy ciemniejsza czerwień nie byłaby lepsza 😛 (że tak powiem, ”po ptokach”).

Na razie dachówka położona jest na lukarnach i całej górze dachu – do załamania. Dekarze będą schodzić dalej w dół i szłoby to dużo szybciej gdyby nie te ciągłe deszcze (które są oczywiście bardzo potrzebne i dobrze, że pada!).

Co dalej

Tak jak wcześniej wspomniałam będziemy niedługo zaczynać większe prace wewnątrz. Podłoga zacznie powoli powstawać razem z ogrzewaniem podłogowym i pompą ciepła.

1. uwielbiam te okna// 2. i drzwi też! // 3. hydroizolacja i kolejne wylewki na balkonach// 4.gotowa lukarna.
z różnych stron

Na zewnątrz natomiast będą robione barierki na wszystkich balkonach. Firma, która się tym zajmuje przyjedzie na dwa tygodnie, żeby je zrobić. Na dole każdego balkonu będą betonowe wangi, które szalowane i zalewane będą na miejscu. Na nich staną betonowe tralki i poręcze.

A jeszcze później? Powoli, powoooli będziemy pracować nad wnętrzami. Trzeba ocieplić dach od wewnątrz i podwiesić sufity na piętrze – przy tej okazji mąż wpadł na pomysł, żeby zostawić na widoku grube belki widoczne z holu. Ocieplenie i tynk na całości domu będzie pewnie jakoś we wrześniu, a później to się zobaczy 😉

był porządek…
…ale już nie ma 😛

Zaglądajcie na bloga – niedługo pojawi się wpis z czymś czego byście się pewnie nie spodziewali 🙂

Pozdrawiam!

18 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *